niedziela, 7 lipca 2013

Rozdział 10 ♥

Nie mogłam w to uwierzyć. Ja w Ravenclaw ? Krzyk tiary powtarzał się echem w mojej głowie. Czy ten głupi kapelusz chce, żebym się upokorzyła ? Nigdy się dobre nie uczyłam. Nie mam jakiś świetnych pomysłów. „Umysł masz nie mały” czy to żarty ?! Jestem taką niezdarą, kto by mnie chciał w domu dla mądrych ? Podeszłam do stołu i usiadłam koło Lily, która mnie objęła.
- Jak się cieszę, że jesteś ze mną w domu ! – wykrzyczała, przez tłum – Brakowało mi ciebie przez ten tydzień.
- Mi ciebie, też nawet nie wiesz jak bardzo ! Nawet lekcje przepowiadania przeszłości nie były takie zabawne bez Ciebie !
- A powiedziała, jeszcze coś ciekawego ? Zaraz, zaraz, zgadnę ! Że gdy się urodziłaś miała uszy słonia i grzywę jak koń, ale zaraz po tym do szpitala wskoczył terrorysta i szlafroku, ogolił ci grzywę i odciął uszy ?
- Prawie zgadłaś, ale to nie ważne. Jak w Hogwarcie ?
- Oj, świetnie, sama się przekonasz.
- Ekchem ! – wrzasnął nagle Dumbledore, tak, ze aż podskoczyłam ze strachu. – Możecie się już udać do pokoi wspólnych, a ty Rose... Jesteś głodna ?
- Trochę – odpowiedziałam, choć tak na prawdę brzuch burczał mi już jak nigdy.
- Wyślę skrzaty domowe, do Twojego pokoju. Jak na razie wszyscy rozchodzimy się !
Wstałam i zaczęłam wyszukiwać wzrokiem Lily, która zniknęła w tłumie, nagle wpadłam na jakąś ślizgonkę. Miała ładne blond włosy i niebieskie oczy, obok niej stała druga szczególnie jej twarz wyróżniały piękne zielone oczy. Miła również ciemno brązowe długie włosy.
- Jak leziesz !? – krzyknęła brązowo włosa
- Uspokój się ! – powiedziała blondynka – Przepraszam za nią, jak się zakocha jest trochę nerwowa – zwróciła się do mnie i wyszczerzyła się – Jestem Victoria Montrose, a to Caroline Reytrows W innych okolicznościach jest na prawdę fajna.
- No ale on jest na prawdę... – westchnęła Kaja
- Dobra mam już dość tego gadania o nim, na prawdę dość. Jak się nazywasz ?
- Rose Hummel – odpowiedziałam
- Dobra, no to do zobaczonka ! Chodź zakochańcu jeden ! – wzięła ją za rękę i odeszły.
Ja znalazłam w tłumie kogoś w brązowo – niebieskim szaliku i poszłam za nim. Szliśmy kawałek, lecz w końcu doszliśmy do ogromnych drzwi. „Ktosiek” wyszeptał coś do nich, a one się otworzyły. Podbiegłam do nich i weszłam do pokoju. Był piękny ! Urządzony cały w kolorach domu. Stałam tak i wpatrywałam się w pokój, nagle podbiegła do mnie Lily.
- Inaczej niż we Wrzodomyjkach, co ? – powiedziała – Też stałam tu  i gapiłam się gdy pierwszy raz zobaczyłam ten pokój. Choć, pokażę ci dormitorium. Czeka tam na ciebie mundurek i szalik. Poznam cię też z dziewczynami z naszego rocznika. Są na prawdę fajne. No dobra, nie wszystkie, ale większość.
Wzięła mnie pod rękę i popędziłyśmy po schodach, do rzekomego pomieszczenia.  Stało tam pięć łóżek, mimo, ze każde było identyczne jednak urządzone inaczej. Przy jednym wisiał plakat jakiegoś metalowego zespołu, a na nim leżała elektryczna gitara. Na drugim leżał pluszowy miś i szmaciana lalka. Na trzecim kotary były zasłonięte, a na nich wisiała tabliczka „Do not disturb”. Obok kolejnego, na szafce nocnej stała ramka ze zdjęciem na którym byli Milena i Grzesiek, sczerzący się i... machający !? Zdjęcie się ruszało, co mnie bardzo zdziwiło. Jak dotychczas ruszające się zdjęcia widziałam tylko jako gify na tumblrze. Na ostatnim łóżku leżał mundurek, szalik i krawat w kolorach domu, moja walizka i mój kot Amy. Jak najszybciej przebrałam się w mundurek. Usiadłam na łóżku, a Amy wgramoliła mi się na nogi. Zaczęłam ja głaskać, tak minęła kolejna godzina, aż drzwi od dormitorium otworzyły się i wpadły dwie dziewczyny. Jedna miała czarne włosy, kolczyki w uchu, nosie, buzi, brwi i kto wie gdzie jeszcze, druga blondynka, makijaż i piękne niebieskie oczy. Gdy się przyjrzało druga miała takie same, a właściwie ich twarze były identyczne.
- To nie moja wina, że nie umiesz chodzić ! – powiedziała blondynka
- GDYBY TWÓJ LORD PADINKTON NIE UPADŁ MI POD NOGI TO NIC BY SIĘ NIE STAŁO ! – odkrzyknęła druga
- Lord Padnikton chciał rozprostować nogi, on też ma duszę i...
- NIE, NIE MA DUSZY ! TO ZWYKŁY PLUSZOWY MIŚ !
Po tych słowach dziewczynka z misiem w ręku pobiegła ze szlochem do łóżka i zasłoniła kotary. Co jakoś czas było słychać:
- Ona się nie zna, nie martwcie się tym co ona mówi, ona się po prostu nie zna – szloch – Wy żyjecie, ale to tylko ja to wiem, kochani.
Czarno włosa westchnęła i dopiero teraz zwróciła uwagę na mnie.
- Nowa ? – spytała – Ja jestem Patty Abel, ona znaczy ta blondynka to moja siostra bliźniaczka, ma na imię Meggy. Przykro mi, że poznałyśmy się w tak... nietypowych okolicznościach. – wyciągnęłam do niej rękę, ale ona zamiast ją uścisnać, uścisnęła mnie. Zdziwiłam się, bo po jej wyglądzie nie spodziewałam się czegoś takiego. Mimo to było to miły gest. Nie czułam się tu już tak obco. – A ty ? Jak się nazywasz ?
- Rose Hummel – odpowiedziałam – Miło cię poznać. Meggy też – wyszczerzyłam się. – Ona serio wierzy, że te misie żyją ? – dodałam na ucho.
Patty pokiwała głową.
- Niestety. Zastanawiam się, czy nie pójść z tym do lekarza... Denerwuje mnie to już. Zabiera te miśki wszędzie... Dosłownie. Nawet do toalety.
Roześmiałam się.
- A tam w tym łóżku z zasłoniętymi kotarami z tabliczką leży... – podeszła do łóżka i odsłoniła zasłony – Gracy Dale – miała ona ciemno blond włosy upięte w koka. Była śliczna. Gdy mnie zobaczyła, wstała i podeszłą do mnie.
- Siemka, siemka. Miło poznać – powiedziała żując głośno gumę – Ty, kto ?
- Rose Hummel.
- No spoko, spoko. To ja idę, do zobaczonka. – Uśmiechnęła się i poszła z powrotem na swoje łóżko.
- Często to ty jej widzieć nie będziesz. Ona wychodzi tylko jak musi. – powiedziała Patty i wyszczerzyła się.
Rozmawiałyśmy cały wieczór, aż w końcu usnęłyśmy. Na następny dzień obudziła mnie Lily. Okazało się, że zaspałyśmy i do zaczęcia lekcji zostało 5 minut. Zerwałam się na nogi, ubrałam i razem z dziewczynami pobiegłyśmy na Eliksiry. W brzucho burczało mi strasznie, bo zaspałyśmy również na śniadanie, a wczoraj mimo obiecań dyrektora nie dostałam kolacji.
- Nie macie tu czegoś takiego jak budzik ?! – krzyknęłam do Patty.
- A co to budzik !? – odkrzyknęła
- A nie ważne.
Dobiegłyśmy do sali idealnie na czas. Lekcje tą mieliśmy ze Ślizgonami. Zobaczyłam w tłumie Vic i Kaje i pomachałam im, ale tylko blondynka odmachała Caroline zapatrzona była w pewnego ślizgona o włosach tak jasnych, ze wyglądały jak białe. Przystojny był, w sumie nie dziwiłam jej się, że się na niego zapatrzyła. Weszliśmy do klasy. Zajęłam miejsce między Lily, Patty i czekałyśmy na profesora. Po jakiś 10 minutach do klasy wpadł wysoki mężczyzna o pół długich, czarnych, tłustych włosach.
- To Severus Snape – szepnęła mi na ucho Lily – lepiej z nim nie zadzierać, bo miły jest tylko dla Ślizgonów, ponieważ jest ich opiekunem.
- CICHO ! – wrzasnął Snape – Dziś lekcji nie ma. Jest zebranie zwołane przez dyrektora. Proszę ustawić się jak najszybciej !
Wszyscy zerwali się z miejsc i spełnili prośby profesora. Szereg po chwili zamienił się w rozsypkę i nagle koło mnie stała Vic.
- Jeszcze nigdy nie widziałam go tak zdenerwowanego – powiedziała – Coś musiało się stać. Dyrektor nie robi zebrań bez potrzeby...
W końcu doszliśmy do Wielkiej Sali. Kazano nam usiąść przy stołach swoich domów. Po chwili głos zabrał Dumbledore...


Wiem, że krótki i że dawno nic nie wrzucałam. Nie miałam weny i chcę jak najszybciej skończyć tego bloga ;)

Kto przeczytał à Kom :3