- Do Wrzodomyjków przejedziemy teleporterem –
oznajmiła mama. – To najkrótsza trasa.
- Dobrze – odpowiedziałam. – Mamo, a jesteś pewna, że
mnie przyjmą ?
- Przecież już cię przyjęli, a myślę, ze spóźnienie
nie zrobi im większej różnicy.
Zaczęłam się zastanawiać, czy gdyby nie przyjęli mnie
do Wrzodomyjków, to może mogłabym od razu zaczęć naukę w Hogwarcie. Z zamyślenia
wyrwał mnie kot, który wgramolił mi się na kolana. Zaczęłam go głaskać. Po
chwili zaczął mruczeć. Chciałam zacząć rozmawiać z mamą, ale nie mogłam
wymyślić żadnego tematu. W końcu jadę do szkoły, tam będę mieszkała, tylko
czasem przyjdę na weekend.
- Mamo... – zaczęłam licząc, że coś mi wpadnie do
głowy. – Bo.. słuchaj no... opowiedz mi coś o tych Wrzodomyjkach – wymyśliłam
na poczekaniu.
Mama uśmiechnęła się, jak zawsze na wspomnienie
szkolnych lat.
- No więc... Jak wiesz lata, które spędziłam w Wrzodomyjkach,
pamiętam do dziś, doskonale. Nauczycieli, wieczorne ogniska, znajomych,
szlabany, zajęcia... Ach... To wszystko tak szybko minęło... – mama rozmarzyła
się. – No ale w każdym bądź razie... We
Wrzodomyjkach nie jesteśmy dzieleni na domy, jak w Hogwarcie. Dla każdego
rocznika uczniów jest jedno piętro, w którym śpią. Hmm... Są też trochę inne
zajęcia niż w innych szkołach... Zaklęcia, też... Ta szkoła jest... oryginalna
! Zresztą sama zobaczysz...
- Aaa... Tata mi kiedyś opowiadał, ze to właśnie tam
się poznaliście. To prawda ?
- Tak. On był o rok starszy. Podobał się wszystkim
moim koleżankom. Zresztą mnie też... O patrz, zaraz będziemy !
Wyjrzałam przez okno. Byliśmy na jakiejś wiosce, przy
wjeździe zobaczyłam tabliczkę „Koniec Świata”. Nagle spanikowałam. Mama jechała
z wielką prędkością w jakiś stary, zaniedbany, niezamieszkany budynek.
- MAMO ! ZARAZ WJEDZIESZ W TEN DOM, CZY TEGO NIE
WIDZISZ !?
Mama nie zatrzymała się, nic nie odpowiedziała,
pędziła dalej. Nagle stał się coś, czego w ogóle się nie spodziewałam.
Wjechałyśmy w mur, ja w gąbkę i znalazłyśmy się... Na jeszcze większym zadupiu.
Sto metrów od nas stał budynek. O ile to w ogóle był budynek. Wyglądał jak
grzyb, ogromny grzyb z małymi budynkami dołączonymi stalowymi rurami. Jestem
przekonana, że gdyby nie magia, to wszystko rozpadłoby się. Było boisko, nie
mam pojęcia do jakiej gry. Nie był to quidditch, na pewno nie. Byłam kiedyś z
tatą na meczu. Na tym boisku nie było tych bramek, które wyglądają jak to coś
czym się robi bańki mydlane. Było to boisko od baseballu, tylko jako bazy
leżały talerze. Obok boiska stał kosz, z wieloma bananami, mopami i piłkami do
koszykówki. To było dziwne miejsce.
- Mamo ? W jaką grę gra się na tym boisku ? –
Spytałam.
- Emm... To ciężko wytłumaczyć, dowiesz się wkrótce.
W końcu mama zaparkowała pod szkołą. Wysiadłyśmy,
wzięłyśmy walizki i powędrowałyśmy do ogromnych drzwi. Zapukałam w nie. Po
chwili czekania otworzył nam jakiś starzec w samych majtkach i podkoszulku.
- Tak ? – spytał wyjątkowo poważnie i wyniośle jak na
jego wygląd. – Czego sobie drogie panie życzą ?
- Ja jestem ucznie, ale mój list się spóźnił, dlatego
jetem tak późno. – odpowiedziałam.
- Wpuszczę panie, ale proszę od razu skierować się do
dyrektorki. Ona powie paniom co dalej.
Weszłyśmy i tak jak nakazał pan w majtkach
skierowałyśmy się w stronę gabinetu dyrektorki.
- Dzień dobry – powiedziałyśmy jednocześnie, wchodząc
Za biurkiem siedziała przysadzista kobieta z
krzaczastymi brwiami i patrząc po jej ubraniu z nie najlepszym gustem. Miała
minę, jakby przed chwilą zjadła coś zgniłego, a na dodatek tak samo
śmierdziała.
- Słucham ? – powiedziała niskim głosem
- Ja... Mój list się spóźnił i ja przyjechałam, żeby
się tu uczyć. - powiedziałam
- Nazwisko ?
- Hummel.
Dyrektorka zaczęła przeszukiwać listę.
- No jesteś na liście. No dobra, no to poproszę
któregoś z uczniów, żeby cię oprowadził po szkole – wzięła mikrofon i
przyłożyła go do ust – Anna Robak proszona do gabinetu dyrektorki - oznajmiła. – Zaraz przyjdzie. A pani –
zwróciła się do mojej mamy – może już sobie iść. Do widzenia.
Mama uściskała mnie i pocałowała w czoło.
- Wkrótce się zobaczymy. Ucz się pilnie. – powiedziała
ciepłym głosem i wyszła z gabinetu. Zostałam sama z śmierdzącą dyrektorką. Ona
ignorowała mnie, co wcale mi nie przeszkadzało. Po chwili drzwi otworzyły się i
weszła przez nie dziewczyna. Wysoka, blondynka z pełną tapetą na twarzy. Miała
strasznie obcisłe krótkie, różowe spodenki nałożone na fioletowe rajstopy.
- Czyżby córka pani Józefiny ? – pomyślałam
- Wzywała pani – powiedziała. – Po co i co to ? –
Rzuciła mi pogardliwe spojrzenie
- To jest panna Róża, jest nowa, jej list się spóźnił.
Oprowadź ją po szkole. – odpowiedziała dyrektorka
- Muszę ?
- Tak. Do widzenia.
Razem, z lalunią wyszłam z gabinetu. Nie odzywałyśmy
się do siebie ani słowem.
- No dobra. – odezwała się wreszcie Anka – Obie nie
chcemy swojego towarzystwa, więc postaram się oprowadzić cię jak najszybciej. Tu
masz hol. – było to okrągłe pomieszczenie u podstawy wielkiego „grzyba”. Na podłodze
leżał zakurzony dywan. Na ścianach było coś namalowane, ale tak samo jak na
pieczęci nie dało się określić co to było. Szłyśmy dalej doszłyśmy do jednej z
rur. Anna wskoczyła do niej, wiec uznałam, z muszę zrobić tak samo. Poczułam
jakbym leciała. Lewitowałam kierując się do wylotu. Jedyne co nie było w tym
fajne to smród rdzy z rury.
W końcu wyleciałam. Znalazłam się w szklanym pomieszczeniu
z wieloma rurami.
- Widzisz te tabliczki nad rurami? – spytała ta wredna
– Na nich jest napisane do sali z jakimi zajęciami prowadzi wyznaczona rura.
Spoko - odpowiedziałam obojętnie. Anka wywróciła
oczami i wskoczyła do rury, a ja za nią. Znalazłyśmy się z powrotem w
holu, a następnie skierowałyśmy się w stronę drewnianej windy towarowej. Miałam
wątpliwości co do bezpieczeństwa jazdy tym... czymś, ale aby nie wyjść na
tchórza wsiadłam d niej i mocno złapałam się poręczy, lecz po chwili ją
puściłam, bo była ona w pleśni. Nie mam pojęcia jaki cudem,
piszcząc okropnie winda dotarła na górę.
- Tą rurą się wlatuje do pokoju dla uczniów i sypialni –
powiedziała stając obok niej – ominęłyśmy parę pięter, bo nie mam ochoty na
twoje towarzystwo tam jest jadalnia i tak dalej, zobaczysz sobie kiedyś.
- Dziękuję za oprowadzenie – powiedziałam jak
najbardziej sarkastycznym tonem i ze sztucznym
uśmiechem. Wskoczyłam do rury. Lot był krótki. Gdy wyskoczyłam ujrzałam Wielki
pokój z palącym się niebieskim ogniskiem na środku. Na około niego były
plastikowe krzesła. W kątach pokoi były stoliki z kilkoma krzesłami.
Najwyraźniej do nauki, a całą jedna ścianę pokrywał obraz, z szczupłą kobietą o
kruczoczarnych włosach i piwnych, inteligentnych oczach. Wydawało mi się, że
kiedyś już ją widziałam. Jak znam życie, to było tylko wrażenie.
Po chwili z rury wyskoczyła Anna przechodząc popchnęła mnie i pobiegła w stronę
rozchichotanych plastików. Ja nie znając nikogo usiadłam na jednym z krzeseł stojących dookoła ogniska.
- Czemu te płomienie są niebieskie ? – spytałam siedzącego
obok mnie chłopaka, próbując nawiązać znajomości.
- Ja po prostu jestem papugą – odpowiedział
niewyraźnie.
- Przepraszam... co ? – byłam rozbawiona jego
odpowiedzią
- Jestem papugą, przestań mnie dręczyć, hejterze !
Teraz to już nie wytrzymałam, parsknęłam śmiechem.
Nagle podeszła do nas dziewczyna o ciemno rudych włosach z wplecioną wstążką.
- Przepraszam za niego – powiedziała nieśmiało. –
Dostał dziś zaklęciem alkoholowym. Stad jego zachowanie. – uśmiechnęła się serdecznie – Milena jestem.
- Rose – odpowiedziałam i odwzajemniłam uśmiech.
- Nowa ? Nie widziałam się tu wcześniej – powiedziała.
- Tak, dzisiaj jestem tu po raz pierwszy – mój list
się strasznie spóźnił. – A ty na pierwszym roku ?
- Owszem.
- Nie gadaj Milka z tą hejterką ! – wtrącił się
chłopak.
- Grzesiek, ona nie jest hejterką. – powiedziała - Chyba
muszę coś z nim zrobić, miło było cię poznać, do zobaczenia – zwróciła się do
mnie i uśmiechnęła się przepraszająco.
- Hej, nawzajem – odpowiedziałam.
Jeszcze raz rozejrzałam się po pokoju. W kącie przy
jednym z biurek siedziała dziewczyna o blond włosach. Mimo wielu podręczników
naokoło niej ona rozmarzona patrzyła się w okno. Nie wiem czemu. Ale patrząc na
nią wiedziałam, że znajdę w niej bratnią duszę. Nie była ubrana dziwacznie jak
Milena, ani na plastika, typu Anna. Miała na sobie zwyczajne obcisłe dżinsy i
turkusowe trampki. Podeszłam do niej i usiadłam obok niej.
- Hejeczka – powitałam ją ze szczerym uśmiechem.
- Cześć, znamy się ? – powiedziała dopiero teraz zwracając na mnie uwagę i odwzajemniając uśmiech.
- Nie, jestem tu nowa, dopiero dziś tu przyjechałam,
bo list mi się spóźnił. Rose, Rose Hummel jestem.
- Lily, Lily Anderson – powiedziała i wyszczerzyła
się.- Skąd pochodzisz ?
- A, z takiego zadupia, a ty ?
- Z Warszawy. Szczerze mówiąc to nie zamierzałam zawierać
w tej szkole żadnych znajomości...
- Czemu ?
- Bo niedługo przenoszę się, do Hogwartu, a wiem, ze
rozstania są cholernie trudne – westchnęła
- Ale, może przeniesiemy się tam obie, bo ja marzę o
Hogwarcie i bardzo chcę się tam przenieść.
- Naprawdę !?
- No... Raczej bym nie kłamała, nie ?
Przytuliłyśmy się. Nie sadziłam że uda mi się nawiązać
tu jakiekolwiek znajomości, a czułam, ze ta znajomość wiele zmieni i będzie
bardzo ważna w moim życiu. Cały wieczór spędziłam na rozmowie z Lily. Miałyśmy
pełno tematów do rozmowy i podobne gusta. W końcu zrobiło się strasznie ciemno.
- Idę się umyć – oświadczyła Lily. – Też idziesz ?
Potaknęłam głową i wjechałyśmy piszczącą windą na
pierwsze piętro, gdzie była sypialnia pierwszorocznych dziewczyn. Pokój ten
wyglądał jak psychiatryk. Ściany były białe, podłogi również, tylko na łóżkach,
które wyglądały jak szpitalne leżała kolorowa pierzyna. Moje bagaże leżały już
na łóżku, które należało do mnie. Na moje nieszczęście było ono obok łóżka
Anki. Westchnęłam i poszłam do łazienki. W długim korytarzu było około tuzina
drzwi. Na każdych świeciła się lampka. Czerwona oznaczała zajętą, a zielona,
wolną. Weszłam do jednej z wolnych kabin gdzie znajdowała się szafka na ubrania,
prysznic i umywalka. Szybko umyłam się, wciągnęłam na siebie piżamę, oczywiście
fiołkową, która obowiązywała w tej szkole. Wyszłam z kabiny. Wskoczyłam do
mojego szpitalnego łóżka, po chwili czytania książki, zasnęłam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Co sądzicie ? Piszcie :D