Otworzyłam oczy. Leżałam na łące. Pięknej, kolorowej. Wokół mnie latało pełno motyli. Wstałam. Zaczęłam biegać po dywanie kwiatów.
Byłam taka szczęśliwa.
- Chyba podałam jej za dużo środków – usłyszałam
kaczkowaty głos jakiejś kobiety.– Tak to prawdopodobne. Niech ktoś ją obleje
wodą, albo walnie w twarz.
Zignorowałam ten głos. Biegałam dalej po łące,
tańczyłam, śpiewałam. Nagle lunął deszcz. Łąka zaczęła znikać, pojawił się
pokój z białymi kafelkami na ścianach i jednym łóżkiem na środku, obok którego
było kilka osób siedzących na krzesłach. Byłam cała mokra.
- Och, nasza
księżniczka chyba jest już świadoma. – powiedziała gruba pani, właścicielka
tego głosu, który docierał do mnie na łące. – Gdzie byłaś, że tak tańcowałaś ?
Zrobiło mi się głupio. Oczywiście. Ta łąka, to było
tylko moje wyrażenie po upadku.A ja widocznie to wszytsko co robiłam tam w
świadomości, rzeczywiście robiłam tu. Przypomniałam sobie wszystko. Tak, upadek był w trakcie gry w Gambodża. Tylko co się stało potem ? Zaczęła strasznie
mnie boleć głowa, wiec postanowiłam już nie rozmyślać.
- Byłam, na łące.- odpowiedziałam nieśmiało.
- Jak się czujesz ? – spytała gruba kaczka
- Głowa mnie boli. A co mi dolega ?
- Nie wiem. Niby czemu miałabym wiedzieć ?
- Myślałam, że jest pani lekarzem.
- Bo jestem. I co z tego. To nie znaczy, ze muszę się
znać.
- A wie pani chociaż, czy mogę obie stąd iść ?
- A rób se co chcesz.
Zdziwiona wyszłam z gabinetu. I poczłapałam do pokoju wspólnego pierwszaków. Przy rurze spotkałam żółwia.
- List masz – powiedział gburowato. Tak to ten sam żółw który donosił mi list ze Wrzodomyjków.
- Znów się spotykamy. – odpowiedziałam. – Ile tym
razem spóźniony ?
- Wyjątkowo mało. Bierz go i idź dalej, niewychowana.
Wzięłam list i wskoczyłam do rury.Gdy znalazłam się w
pokoju wspólnym, Lily już do mnie biegła. Rzuciła mi się na szyję.
- Tęskniłam – rzuciła.
- A ile mnie nie było ? – spytałam zdziwiona.
- Dziś to trzeci dzień. Jest piątek.
- Ojejku. Znowu będę miała zaległości. Wracasz do domu
na weekend ?
- Nie. Zostaję tu. A ty ?
- Nie wiem. Chyba też. Muszę nadrobić to wszystko. Jak
ja nie nawiedzę tej Anki.
- Ja też. Słuchaj, następny tydzień będzie moim
ostatnim w tej szkole. Przenoszę się już do Hogwartu. Ale to chyba żaden
problem, bo ty też wkrótce tam idziesz, prawda ?
- Ja, ja jeszcze nie wiem. Bo ja nie pytałam się
jeszcze rodziców. Nie wiem czy się zgodzą. Przepraszam, ze ci wcześniej nie
mówiłam.
- Wracasz na weekend do domu. - oświadczyła
- Niby czemu ?
- Przekonasz rodziców. Nie ma mowy, ze nie pójdziesz
do Hogwartu. – uśmiechnęła się. – Zobaczysz, namówisz ich.
Odwzajemniłam uśmiech i poszłam do sypialni. Usiadłam
i przypomniałam sobie o liście, który wciąż był w mojej dłoni. Otworzyłam go i
zaczęłam czytać:
Kochana Córciu !
Razem z moją żoną chcielibyśmy cie zaprosić
na sobotni obiad. Chcemy Ci kogoś przedstawić.
Byłoby cudownie, gdybyś przyszła.
Przyjdź do nas o 1400 .
Odpisz jak najszybciej !
PS Lepiej wyślij innego żółwia, bo ten jest strasznie wolny
Kocham, Tata.
Szybko wzięłam kartkę i odpisałam:
Oczywiście, ze przyjdę.
Nie mogę się doczekać.
Do zobaczenia.
Kocham, Rose.
Na prawdę bardzo tęskniłam za tatą. Mimo to, że zrobił
krzywdę mojej mamie. Był dla mnie ważny. Zaczęłam się pakować. Postanowiłam
spędzić weekend u mamy, a do taty pójść pod pretekstem pójścia do koleżanki.
Myślę, że mama nie byłaby szczególnie zadowolona z spotkania z ojcem. Po chwili do
sypialni weszła Lily.
- Co to za list ? – spytała.
- Od taty, chce się spotkać i mi kogoś przedstawić.
- Och. Fajnie. Domyślasz się kogo ?
- Nie ma pojęcia. Choć ze mną, po żółwia. Muszę
odesłać list.
Ruszyłyśmy przez korytarze do Żółwiarni. Żółwie były
tam podzielone od najszybszych do najwolniejszych. Wzięłam jednego z szybkich.
Dałam mu list. I powiedziałam adresata. Żółw wyszedł. W porównaniu do gbura,
faktycznie pędził. Wróciłam z Lily do sypialni. Spakowałam się. Wzięłam walizki
i zeszłam na dół do gabinetu dyrektorki.
- Wracam na weekend do domu. Czym mogę się tam dostać
? - spytałam.
- Traktorem, lub tirem. - odpowiedziała.
- Chyba wolę tirem.
- Dobry wybór. W traktorze strasznie śmierdzi. –
wzięła do ręki megafon- Panie Romanie. Proszę przygotować tir.- zażądała i odłożyła go - Wyjdź
na zewnątrz, tir będzie tam już na ciebie czekał.
- Dziękuje.
Wyszłam z gabinetu. Pożegnałam się z Lily i siadłam do
tira. Wyjęłam słuchawki i zaczęłam słuchać muzyki. Po około godzinie byłam pod
domem. Podziękowałam kierowcy i zapukałam do drzwi. Otworzyła mi mama.
- Co ty tu robisz, kochanie ? – spytała
- Wpadłam na weekend – odpowiedziałam i ją uściskałam.
- A co z rodzeństwem ? – to pytanie uświadomiło mi, ze
nie widziałam ich ani razu przez te dni.
- Powiedzieli mi, że zostają w szkole – skłamałam
- Och, dobrze. Wejdź.
Usiadłam z nią na kanapie. Ojczyma nie było w domu.
Cieszyło mnie to.
- Opowiadaj jak w szkole. – powiedziała.
Zaczęłam opowiadać jej o szkole. O ludziach, których
poznałam, a zwłaszcza o Lily. Opowiadając o niej przypomniał mi się cel przyjazdu
tutaj.
- Mamo... – zaczęłam – No bo ja... Lubię tą szkołę,
ale, ale...
- No co ?
- Chcę się przenieść do Hogwartu. To moje marzenie.
Wiem, wiem, nowa różdżka, szata, ale ja
to sobie wszytko sama kupie. Mamo, błagam. Lily się tam przenosi. Nie zniosę
bycia w tej szkole bez niej. – wyrzuciłam z siebie.
- Dobrze.
Zdziwiła mnie ta reakcja. Nie sądziłam że tak szybko
się zgodzi. Myślałam, że będę musiała wymyślać argumenty, ale nie. Zgodziła się.
Tak po prostu.
- Naprawdę ? - nie dowierzałam
- Tak. Chcę, żebyś była szczęśliwa. Sama kiedyś chciałam
iść do Hogwartu. Rodzice się nie zgodzili. A gdybym ukończyła Hogwart mogłabym
więcej osiągnąć.
- Och, dziękuje mamo, dziękuję – przytuliłam ją. Mam
najlepszą mamę na świecie. Byłam taka szczęśliwa.
- Idź się umyj skarbie. – powiedziała, a ja pognałam
na górę do łazienki, umyłam się i poszłam spać. Na następny dzień oświadczyłam
mamie, z rana, że o 1400 idę do
koleżanki. W domu był już ojczym więc przywitałam się z nim ze sztucznym
uśmiechem, zjadłam śniadanie i do umówionej z tatą godziny słuchałam muzyki i
rysowałam. Przed czternastą ubrałam się najładniej jak umiałam i wyszłam z
domu. Nie wiedziałam dokładnie jak dojść do jego domu więc trochę błądziłam po
okolicy. W końcu znalazłam. Mieszkał w niewielkim marmurowym, szarym domu.
Zapukałam do drzwi. Tata otworzył mi ze szczerym uśmiechem na twarzy.
Przytuliłam go i weszłam do domu. Był on urządzony w nowoczesnym stylu, co
bardzo mi się podobało.
- Córeczko, poznaj moją żonę Oktawię – podeszła do mnie
kobieta. Jedno mnie zdziwiło Była to kobieta
obrazu wiszącego w pokoju wspólnym w Wrzodomyjkach. Uścisnęłam jej dłoń
i uśmiechnęłam się.
- Przypomina mi pani bardzo osobę wiszącą na obrazie w
pokoju wspólnym – wyraziłam myśli na głos.
- Ach, no tak bo to ja. Wiszę tam, bo jako jedyna z
ich szkoły osiągnęłam w życiu coś większego. Pracuję w Ministerstwie Magii –
pochwaliła się.
- Och, fajnie. Tato, kogo chciałeś mi przedstawić ?
- No tak, zapomniałem. Meriko. Chodź tu do nas.
Merika ? Miała na imię jak ta dziewczyna o
kruczoczarnych włosach z mojej szkoły. Gdy zeszła do nas po schodach,
przekonałam się, że to była ona.
- Rose... – tata chyba jako jedyny z naszej rodziny
tak się do mnie zwracał – poznaj córkę Oktawii, twoją przyrodnią siostrę Merikę.
- My się już znamy. Przecież chodzimy razem do szkoły.
- To ty się dostałaś ?
- Tak, tato, mama nic Ci nie powiedziała ?
- Nie. Gratulacje, kochanie.
Nie mogłam uwierzyć że mój tata tak niewiele wiedział
o mnie. Uznałam, że powinnam się częściej z nim widywać. Zasiedliśmy do stołu.
Jedzenie było przepyszne. Pani Oktawia, była na prawdę rewelacyjną kucharką.
- Córciu, chciałbym ci coś jeszcze powiedzieć. Otóż
Oktawia jest w ciąży niebawem będziesz miała siostrę.
- To, to fajnie. – skłamałam. Nie wiem czemu, tak na prawdę czułam się z tym okropnie. Byłam, może nawet zazdrosna. Tata będzie miał
córeczkę, którą pokocha, może nawet bardziej niż mnie. Dziwnie się z tym
czułam. Pośpiesznie zjadłam obiad, pożegnałam się z tatą, panią Oktawią i
Meriką i wyszłam. Powolnie szłam oświetloną ulicą, kopiąc kamienia.
Zastanawiałam się, czy jestem szczęśliwa, czy smutna z wiadomości, którą
obwieścił mi tata. Zawsze chciałam mieć
rodzeństwo. Takie prawdziwe. Nie jak dzieci ojczyma lub Oktawii. Tak naprawdę
dziewczynka, która się narodzi będzie mi najbliższa z mojego „rodzeństwa”. To
przykre, że moi rodzice się rozwiedli. Pochłonięta myślami, wpatrzona w moje
nogi nie zauważyłam, kiedy przeszłam obok mojego domu i poszłam dalej. Dopiero
po kilkunastu minutach to zauważyłam i zawróciłam. Weszłam do domu, przywitałam
się i pobiegłam do mojego pokoju. Postanowiłam nic nie mówić mamie. Lepiej jak
dowie się tego od taty. Będzie zgrywać obojętną, chociaż wiem, ze ją to zaboli.
Nie chcę robić tego ja. Zasnęłam. Następny dzień był leniwy. Rano wstałam
zrobiłam mamie i ojczymowi śniadanie. Pogadaliśmy. Ustaliłam z mamą, ze do
Hogwartu przeniosę się za dwa tygodnie, bo najpierw musi pogadać z dyrektorem
Hogwartu – Albusem Wulfrykiem Percivalem Brianem Dumbledorem. Oglądnęłam z
mamą film, a o piętnastej przyjechał po mnie tir do Wrzodomyjków. Pożegnałam się, wsiadłam do tira, wsadziłam słuchawki do uszu, a po godzinie byłam już na miejscu. Poczłapałam
do pokoju wspólnego. Wyłapałam wzrokiem samotnie siedzącą Lily wpatrującą się
ślepo w niebieski ogień. Była dziwnie smutna. Jeszcze nigdy nie widziałam jej w
takim humorze. Podeszłam i usiadłam obok niej.
- Hej – powiedziałam. Ona nie zareagowała. – CZEŚĆ –
powiedziałam głośniej i pomachałam jej ręką przed twarzą.
- Och, siemka – odpowiedziała wreszcie.
- Co się stało ?
- Nic.
- No przecież widzę, że coś jest nie tak !
- Mój brat zaginął. Był w przedszkolu. Wyszedł i nie wrócił.
Nie ma go od piątku. W sobotę dostałam żółwia z tą informacją. – po policzkach zaczęły jej spływać łzy – Tak bardzo się o niego boję. Jest dla mnie taki ważny. Co,
jeśli nie wróci ? Jeśli, jeśli już nie żyje ?
- Nie płacz. – przytuliłam ja do siębie. – Na pewno
nic mu nie jest. Pewnie gdzieś powędrował. Twój brat przecież jest bardzo mądry
jak na 6 lat, tak mówiłaś pamiętasz ? Poradzi sobie.
- Mam taką nadzieję. Ale boję się. Ale dość o mnie jak
na obiedzie u twojego taty ?
- Jego żona to ta pani na obrazie. Merika to jej
córka. I niedługo urodzi im się kolejna... Tylko tym razem będzie ona mojego
taty.
- Przykro mi. Domyślam się że to trudne. A mama
pozwoliła ci pojechać do Hogwartu ?
- Tak. Tak, pozwoliła, ale tydzień po tobie.
- Ojej, jak świetnie ! – przytuliłyśmy się.
- Jest coś zadane na jutro ? – spytałam
- Nie. Chodź, pójdziemy na kolację Dziś kanapki z podróbką Nutelli – wyszczerzyła się i poszłyśmy na stołówkę.
- Moja kromka jest spleśniała ! – krzyknął jakiś
chłopak w jadalni.
- Wszystkich są, nie marudź ! – odkrzyknął się drugi.
Te słowa spowodowały, że przestałyśmy być głodne i
wróciłyśmy do pokoju wspólnego. Nagle strasznie zaczęła mnie boleć głowa. Świat
zaczął się kręcić. Kiedy przestał stałam na cmentarzu. Przed nagrobkiem. Było
na nim Imię i Nazwisko mojej mamy. Zaczęłam krzyczeć, lecz nikt mnie nie
słyszał. Byłam ja, sama w ciemną noc na cmentarzu, przed nagrobkiem, pod którym
leżała moja mama.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Już 8 ^^
Jak przeczytaliście, to komentujcie, to dla mnie ważne :D
Dziękuję wszystkim czytelniom. Gdyby nie wy, to ten blog dawno cy już przestał istnieć ♥
Totally Awesome ^^ Super blog, mam nadzieję, że będziesz miała na niego dużo weny, bo jest świetny ^^
OdpowiedzUsuńDzięki, dzięki, dzięki ♥
UsuńPszeczytałam, komentuję, pisz dalej <3
OdpowiedzUsuńŚwietne, świetne, świetne... Już się nie mogę doczekać jak Rose będzie w Hogwarcie ;3
Ja też się nie mogę doczekać xD I dziękuję ♥
UsuńRose ma 3 oko? Spoko i czkam na next'y ^^
OdpowiedzUsuńNie, nie, potem się okaże xD
UsuńŚwietny pomysł na opowiadanie ! Brzuch mnie boli ze śmiechu jeszcze po poprzednich :3 Dopiero teraz komentuje, ale ... Nie ważne :D Świetny ! Zapraszam do mnie :*
OdpowiedzUsuńHaha, dziękuję :3 Cieszę się, ze Ci się podoba :D Myślałam, żeby usunąć ten blog, ale skoro czytacie... :)
UsuńTo znowu ja :D Nominowałam cię do THE VERSATILE BLOGGER. Więcej informacji u mnie (zasady itp.) http://thereisalwaysho.blogspot.com/2013/05/the-versatile-blogger.html
OdpowiedzUsuń