poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Rozdział 4 ♥


…I już stałam na chodniku przy ulicy Kasztanowej, gdzie właśnie mieszkałam. Spojrzałam na mój dom i się przeraziłam. Rodzice byli już w domu ! Pożegnałam się z panem Weasley. Podbiegłam o drzwi i zapukałam. Otworzyła mi mama.
- Gdzieś ty była ? – pyta zdumiewająco spokojnym głosem, myślałam, ze się o mnie martwiła – Czekam na wyjaśnienie, młoda damo.
- Ja... poszłam się przejść i spotkałam po drodze panią Molly i ona zaprosiła mnie do domu...
- Dobrze rozumiem ? Poszłaś do OBCEJ osoby do domu ? Ile ty masz lat ? 
- Ona nie jest mi obca – odpowiedziałam z wyrzutem – Jest chyba jedyną osobą w tej wiosce do której mam jakiekolwiek zaufanie !
- A więc nam nie ufasz ?
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. To była prawda, nie ufam im. Po taty odejściu nie mam zaufania praktycznie do nikogo. Tata zdradzał mamę aż 2 lata, jeszcze kiedy z nią był. Od ich rozstania minęły 3 lata, a ja nadal nie mogę się z tym pogodzić i odzyskać zaufania do ludzi. Szkoda mi było mamy, podziwiałam ją, mimo takiej okropnej rzeczy, jaka zrobił jej ojciec trzymała się i nie dawała po sobie poznać jakichkolwiek emocji. Nie mogąc nic powiedzieć podeszłam i przytuliłam się do mamy.
- Kocham cię. – powiedziałam
- Ja ciebie też, ale co to ma do rzeczy !? – odparła chłodno
- Nic, po prostu... Poczułam potrzebę aby ci to powiedzieć.
Odwzajemniła uścisk. Dawno się do niej nie przytulałam. Traktowałyśmy się chłodno. Brak mi było tej mamusi, która przychodziła do mnie aby przytulić mnie na dobranoc, chwaliła, za wszytko co zrobiłam dobrze, naszych wyjazdów do miasta obok na zakupy. Nagle zrobiło mi się okropnie smutno. Ta mama już nigdy nie wróci. Zmieniła się. Uwolniłam ją z uścisku.  Nagle przypomniałam sobie o liście z Wrzodomyjków, który dziś dostałam. Może rodzice wiedzą, czy mimo jego spóźnienia  mogę iść do szkoły? Pobiegłam szybko do swojego pokoju. Chwyciłam list w rękę i zleciałam na dół.
- Zapomniałam wam powiedzieć ! – powiedziałam prawie krzycząc – Dostałam list z Wrzodomyjków !
- Daj mi go ! – powiedział oschle ojczym i wyrwał mi go z ręki. Oglądnął go uważnie. – Co to za podróbka ?
- Słucham !? – krzyknęłam z niedowierzaniem, a złość na tego idiotę rosła we mnie niewyobrażalnie szybko.  – Na co by mi była podróba listu z Wrzodomyjków !?
- Bo się czujesz niedoceniona. Rodzeństwo dostało list, ty nie.
- Oni nie są moim rodzeństwem – burknęłam – To twoje dzieci, nie mojej mamy. Nigdy nie będą częścią mojej rodziny, tak samo ty.
No tak. To nie było moje prawdziwe rodzeństwo. Tylko tak kazano mi ich traktować, dlatego zapomniałam o tym wspomnieć wcześniej. Może dlatego właśnie tak ich nienawidziłam. Bo to przez nich i tego ich ojculka mój świat obrócił się do góry nogami. Po tym co powiedziałam, wiedziałam, że zaraz dostanę ochrzan stulecia. Spojrzałam w stronę mamy. Oczekiwałam, że na jej twarzy ujrzę złość, ale gościł tam smutek. Jej obojętna mina która zwykle miała na przemian ze zezłoszczoną zniknęła. Przez chwilę ujrzałam w niej mamę z przeszłości. Piękne szare oczy zaczęły jej się szklić.
- Do pokoju ! – wyrwał mnie z zamyślenia ojczym – Nie chcę cię widzieć.
Matka spojrzała na mnie z żalem. Powlekłam się do pokoju, chyba po raz pierwszy, wcale tego nie chcąc. Chciałam porozmawiać z mamą. Myślę, że te słowa ją zabolały. Nigdy nie mówiłam jej na głos tego co myślę. Nie chciałam, żeby było jej z tym źle. Ale tym razem nie wytrzymałam. Nienawidzę mojego ojczyma, bardziej niż tych jego bachorów. Tęsknię za tatą, za moimi starymi rodzicami. To okropne, że już zawsze będzie tak jak jest. Weszłam do pokoju. Usiadłam na kanapie, wzięłam poduszkę i przytuliłam ją mocno do siebie. Nie chciało mi się spać, nie chciało mi się czytać, nie chciałam otworzyć laptopa. Siedziałam i wpatrywałam się w ścianę nie przejmując się kotem, który zrzucał mi rzeczy z komody. Zastanawiałam się co czuje teraz moja mama. Czy jest na mnie zła ? Czy może się na mnie zawiodła ? Wzięłam mój pamiętnik i zaczęłam zawzięcie w nim pisać. Nagle ktoś zaczął pukać do drzwi mojego pokoju.
- Mogę wejść ? – spytała mama, zaglądając przez drzwi.
Kiwnęłam głową, a mama usiadła obok mnie na kanapie. Nie mogłam wytrzymać, rzuciłam się jej na szyję. Ona od razu odwzajemniła uścisk. Gdy się puściłyśmy zapadło nieprzyjemne milczenie. Nie miałam pojęcia co powiedzieć, nie wiedziałam jakie nastawienia ma w tej chwili do mnie mama. Na szczęście ona zaczęła.
- Nigdy mi nie mówiłaś, że czujesz się obco w swoim własnym domu – nic takiego nie mówiłam, ale mama doskonale zrozumiała przekaz moich słów – Czuję się z tym okropnie. To TY jesteś moją córką, nie oni. Wiem, że brakuje ci taty, wiem, że nie lubisz mojego męża, ale mi też nie jest łatwo. Po tym jak opuścił nas ojciec, nie wiedziałam co dalej z moim życiem, byłam zagubiona, bałam się o ciebie. Pewnego razu poszłam do knajpy, spotkałam tam Kornela.– bo tak właśnie nazywał się mój ojczym – Był kompletnie pijany. Też był czarodziejem, poznałam to po różdżce, którą wymachiwał w tą i z powrotem  Mugole uznali to za zwykły patyk. Jego żona umarła, ja byłam świeżo po rozwodzie. Zaiskrzyło między nami. On jest na prawdę cudowny gdy się go bliżej pozna, kochanie...
- Nie będę się z nim zapoznawać. Jest dla mnie chłodny i okropny. Ode mnie lepiej traktuje nawet kota. A od kiedy zaczęłaś z nim być, ja przestałam istnieć. – wyrzuciłam z siebie.
Matka patrzyła się na mnie, po policzku zaczęła spływać jej łza. Teraz żałowałam, że to powiedziałam, ale nic już nie mogłam z tym zrobić.
- Przepraszam mamo. – dodałam – Nie powinnam tego mówić.
- Nie powinnaś ? Przepraszasz ? Kochanie, to ja cię przepraszam, a ty nie powinnaś mi nigdy wybaczyć. Byłam dla ciebie jak macocha. Traktowałam lepiej dzieci Kornela niż ciebie. Jezu, jestem okropną matką.
Teraz już łzy spływały jej strumieniami po policzkach. Gdy na to patrzyłam, nie wytrzymałam też się rozpłakałam. Ze łzami które kapały mi na szyję, czułam jakbym wypłukiwała z siebie cały smutek i złość, które trzymałam i tłumiłam w sobie tak długo. Przysunęłam się do mamy, a ona objęła mnie tylko ramieniem i pocałowała w czoło. Potem nie odzywałyśmy się do siebie przez przynajmniej 10 minut. To milczenie nie było kłopotliwe. Było wręcz przyjemne. Poczułam się jakbym powróciła do pewnej nocy. Miałam wtedy 6 lat, a pamiętam to do dziś. Przyśnił mi się wtedy koszmar i strasznie płakałam. Mama przyszła do mojego pokoju, nie powiedziała mi nic tylko usiadła koło mnie, objęła i głaskała po policzku. Czułam się taka bezpieczna. Teraz było podobnie. W końcu mama wstała, jeszcze raz pocałowała mnie w czoło i wyszła z pokoju. Nagle przypomniało mi się jeszcze coś.
- Mamo ! – krzyknęłam za nią, a ona po chwili pojawiła się z powrotem u mnie – Co z listem ? Skoro nie przyszłam 1 września, czy już mnie tam nie przyjmą ?
- Zaraz wrócę – odpowiedziała i zniknęła za drzwiami.
Po kilku minutach wróciła do mnie z listem w ręku.
- Jutro cię tam zawieziemy. – oznajmiła z uśmiechem – Będziesz uczyć się w Szkole Magii !
- Na prawdę !?
- Tak, porozmawiałam z Kornelem. Powiedział, że przeprasza, że po prostu nie uwierzył, że list mógł się tak  strasznie spóźnić.
- Ok – odparłam obojętnie – Strasznie się cieszę, że jestem czarodziejką ! – dodałam bardziej entuzjastycznie.
Mama tylko się uśmiechnęła i wyszła.
Podekscytowana zaczęłam się pakować i nagle uświadomiłam sobie, że nie mam ani różdżki, ani mundurka, książek, NIC !
Zbiegłam na dół i powiedziałam to mamie, lecz ona tylko uśmiechnęła się tajemniczo i wygoniła na górę. Dalej już nie zaprzątałam sobie tym głowy. Spakowałam pamiętnik ,książki, komórkę, słuchawki, laptopa, czyli wszystkie rzeczy niezbędne mi do życia oraz pełno topów, sweterków, innych części garderoby oraz kosmetyki. Gdy skończyłam była już druga w nocy. Przecież już od Weasleyów wróciłam bardzo późno. Padnięta rzuciłam się na kanapę, nawet jej nie rozścieliłam, nie wyciągnęłam pościeli, poduszki, po prostu zasnęłam...

~~~~~~~~~~~~
Już czwarty ^^
Komentujcie co SZCZERZE sądzicie :D

środa, 3 kwietnia 2013

Rozdział 3 ♥



     Było to cudowne uczucie wreszcie poczułam się… doceniona ? Normalna ? Nie wiedziałam jak to określić. W każdym bądź razie szczerzyłam się jak głupia do mojej komody. Teraz mogłam pomyśleć nad Hogwartem, skończyć z matmą, polskim, przyrodą i zacząć się uczyć czegoś bardziej… ciekawego. A nawet gdyby mama nie zgodziła się na Hogwart, to Wrzodomyjki muszą być lepsze niż mugolska szkoła. Nie mogąc w to wszystko uwierzyć jeszcze raz przeczytałam list i nagle moja radość prysła. „Oczekujemy Ciebie 1 września w naszej szkole” przecież był już 18 września ! Może jest już za późno ? To bardzo prawdopodobne. Mogli uznać, ze nie chce się uczyć w tej szkole. Zerknęłam na zegarek, była 14:00. Nagle zrobiłam się strasznie głodna. Zbiegłam na dół. Otworzyłam lodówkę. „Na obiad zjedz szpinak” 
- Jasne, ojczymku – pomyślałam – czy widziałeś mnie kiedyś jedzącą szpinak ?
Wyjęłam rzekome jadalne glony z lodówki i wysypałam w krzaki za oknem. Opakowanie wyrzuciłam. Wzięłam kieszonkowe, klucze i wyszłam z domu do sklepu, a by kupić sobie coś na obiad. Od domu do sklepu dzieliło mnie kilka kilometrów, ponieważ mieszkałam na strasznym zadupiu. Idąc pod nosem nuciłam sobie fragmenty moich ulubionych piosenek. W pół godziny doszłam do sklepu, a raczej sklepiku. Lubiłam do niego chodzić. Obsługiwała w nim bardzo miła, pulchna kobieta o rudych włosach. Na imię miała Molly.
- Dzień Dobry – powiedziałam wesoło wchodząc do sklepu
Zawsze gawędziłam z panią Molly. Była na prawdę przecudna kobietą. Zazdrościłam jej dzieciom, ze maja taką matkę jak ona, a miała ich z tego co mówiła aż siedem.
- Och, witam cię kochana ! – odpowiedziała równie serdecznie – Co byś chciała ?
- Coś na obiad, smacznego i… żeby nie był to szpinak
- Och, oczywiście złotko… A skoro nie masz co jeść na obiad, to może chciałabyś wpaść do nas ? Ja właśnie kończę pracę.
- Z wielką chęcią ! – odpowiedziałam z entuzjazmem, zawsze chciałam poznać jej rodzinę, opowiadała mi o niej tyle.
- Na prawdę ? Chciałabyś ? – powiedziała uradowana
- A co ? To dziwne ? – zapytałam, trochę rozbawiona jej reakcją
- No wiesz… nie należymy do najbogatszych czarodziei…
 Pani Weasley wiedziała, że jestem magicznej rodziny, ona również z takiej pochodziła, tylko nasza rodzina nie miała problemu z pieniędzmi. 
- A co to ma do rzeczy pani Weasley, przyjdę do was z największą przyjemnością ! - odpowiedziałam
Pani Molly uśmiechnęła się szeroko.
- To poczekaj chwileńkę kochaniutka, wezmę te mugolskie pieniądze, pójdziesz jeszcze ze mną do Gringota , dobrze ?
- Do Gringota… czyli tego Banku Czarodziei na… Pokątnej, tak ? - spytałam
- Tak, tak, okej, możemy już wychodzić. Teleportowałaś się kiedyś ?
- Nie…A miałam ?
- Nie… nie chodziło mi o to. To ja się teleportuję, ty złapiesz mnie za rękę, dzięki temu polecimy razem, ale wiesz… ten pierwszy raz nie jest za przyjemny.
- Och, dobrze.
Złapałam rękę pani Weasley i po chwili byłyśmy już przed Dziurawym Kotłem, przez który wejść można na Ulicę Pokątną, gdzie znajdował się Bank Gringota. Było mi strasznie niedobrze.
-I jak wrażenia ? – spytała pani Molly – może usiądziesz sobie tutaj na ławce, ja tylko polecę do Gringota i wrócę.
Był to cudowny pomysł, bo nie wiedziałam, czy dotarłabym do Gringota nie wymiotując. Wszystko w brzuchu mi się wierciło.
- Oczywiście – odpowiedziałam
Po kilku minutach Pani Weasley była z powrotem z woreczkiem, w  którym pobrzękiwały monety.
- No to teraz do Nory – powiedziała zdyszana.
Nie miałam pojęcia o czym mówi, ale uznałam, ze niedługo się dowiem.
- Dziś poznasz niektórych z mojej rodziny, bo tak się złożyło, ze przyjechali na ten weekend z Hogwartu. Aaa ! Właśnie zapomniałam spytać dostałaś w końcu ten list z Wrzodomyjków ?
- A nie mówiłam pani ? – zapytałam – Dziś przyniósł mi go żółw… Mam nadzieję, że…
- Żółw ?! – przerwała mi pani Molly – Przecież podobno pocztę roznoszą tam gołębie !
- Tak, ale Poczta Polska wzięła to w swoje ręce – westchnęłam
- To wszystko wyjaśnia – powiedziała i uśmiechnęła się szeroko i złapała mnie za rękę.
Po kilku sekundach zobaczyłam przede mną ogromny, drewniany dom. Był cudny. Nigdy wcześniej nie wiedziałam tak ciekawie zbudowanego budynku. Od razu zaczęłam się zastawiać jak wygląda od środka.
Z domu wybiegła rudowłosa, szczupła dziewczynka i biegła w naszą stronę.
- Cześć, mamo ! – krzyknęła i rzuciła się pani Weasley na szyję.
- Nie było mnie tylko od rana, Ginny – powiedziała pani Molly i uśmiechnęła się do niej.
- A to… kto ? – powiedziała dziewczynka nazwana Ginny i spojrzała na mnie.
- Och, no tak zapomniałam ! To jest Róża, zostanie u nas na obiedzie.
- Tak, jestem Róża, ale wolę jak mówi się do mnie Rose – dodałam i uśmiechnęłam się serdecznie.
Ginny odwzajemniła uśmiech.
- Rose… - powiedziała – ładnie brzmi.
Wzięła mnie za rękę i pobiegła do domu, a mnie pociągnęła za sobą. Wyglądała na miłą. Gdy byłyśmy pod domem, przyjrzałam mu się z bliska. Robił jeszcze większe wrażenie. Ginny otworzyła drzwi.
- Mamy gościa – krzyknęła, a wszystkie oczy zwróciły się teraz na mnie.
Zarumieniłam się, patrzyło na mnie siedem osób. Wszyscy mieli rude włosy. Czułam się dziwnie, nie wiedziałam co powiedzieć, nie spodziewałam się tylu osób.
- Eee… Cześć – mruknęłam i uśmiechnęłam się – Jestem Rose, wasza mama zaprosiła mnie dziś do Was na obiad.
Pierwszy podszedł do mnie łysiejący mężczyzna w okularach.
- Artur Weasley, mąż Molly – powiedział – To nasze dzieci… Ginny już znasz, jest najmłodsza, ma 11 lat, tutaj Ron – wskazał na wysokiego piegowatego chłopca, który uśmiechnął się nieśmiało i pomachał do mnie ręką – ma lat 12… Tutaj Fred i George – tym razem pokazał mi bliźniaków, którzy uśmiechnęli się łobuzersko - są o 2 lata starsi niż Ron, a tutaj Percy – chłopiec w okularach pomachał do mnie bez większego entuzjazmu.
- Miło mi - powiedziałam – eee… no ja mam 12 lat i od tego roku zacznę chodzić do Wrzodomyjków…
Bliźniacy wybuchli śmiechem, nie mogłam wytrzymać, też to zrobiłam.
- Wrzodomyjki !? – krzyknął Fred (choć może był to George?) – to ta szkoła w Polsce, nie ? Słyszałem o niej, ale szczerze mówiąc to nie najlepsze rzeczy. Czy to prawda, ze pocztę tam donoszą żółwie !? – powiedział i znów zaczął się śmiać.
- Tak – powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko – To prawda, nie chcę tam chodzić, moim marzeniem jest Hogwart…
- To przenieś się – przerwał mi Ron i uśmiechnął się nieśmiało – tam jest naprawdę wspaniale, mam dwóch przyjaciół Harrego i Hermionę.
- Harry, to ten sławny, który pokonał Sama-Wiesz-Kogo, gdy był niemowlęciem – szepnęła mi na ucho Ginny i zarumieniła się.
- Naprawdę !? – powiedziałam trochę za głośno, co spowodowało, ze wszyscy się na mnie popatrzyli.
Słyszałam o Harrym, na nazwisko miał… Potter, chyba. Moja rodzina mówiła mi o nim.
- Co naprawdę ? – powiedział George (chyba on).
- Yyy… ja no ten…
- OBIAD ! – przerwał mi krzyk pani Weasley.
Zasiadłam do stołu, a pani zaczęła kłaść potrawy. Chyba jeszcze nigdy nie czułam tak cudownego zapachu. W domu nigdy nie miałam tak pięknie pachnących i wyglądających potraw.
- Pani Weasley, jak to cudownie pachnie – wyraziłam swoje myśli na głos.
- Dziękuję, kochana. Jak chcesz, to możesz częściej do nas wpadać. – odpowiedziała z uśmiechem.
- Fajnie by było – powiedziała nieśmiało Ginny, a inny potwierdzili to kiwnięciami głową, tylko Percy przewrócił oczami, wiedziałam, że go nie polubię.
Gdy wszyscy zasiedli do stołu, łapczywie rzuciłam się na jedzenie. Nie mogłam się powstrzymać. Te piękne zapachy jeszcze bardziej przypomniały jaka jestem głodna. Przy okazji przewróciłam szklankę z sokiem dyniowym.
- Przepraszam – powiedziałam, nieco zakłopotana – jestem straszna niezdarą, posprzątam to.
- Nic nie szkodzi, ja posprzątam - powiedział pan Weasley, machnął różdżką, co spowodowało, ze plama zniknęła, a pusta szklanka znów napełniła się sokiem.
- Dziękuję
Obiad minął w przemiłej atmosferze, bliźniacy opowiadali kawały i śmieszne historie, a wszyscy się z nich zaśmiewaliśmy. Wydawałoby się, że minęła chwila, a za oknami zrobiło się ciemno. Gdy to zobaczyłam zerwałam się na nogi.
-Która godzina ? – spytałam.
A co, musisz już iść ? – spytał Percy, a ja wyczułam nutkę nadziei w jego głosie. Nie przeszkadzało mi to, też go nie lubiłam. Zignorowałam go.
- 23:00 – powiedział Ron
- Ojejku – krzyknęłam – A jak rodzice wrócili wcześniej ? Zabiją mnie – wyraziłam na głos swe myśli.
- My cię zawieziemy samochodem – powiedzieli w tym samym czasie Fred i George i uśmiechnęli się szeroko.
- O nie, nikt niepełnoletni nie będzie mi latał latającym cholerstwem ! A Rose zależy na czasie – krzyknęła pani Molly – Arturze, teleportujesz się z nią ?
- O tak, jasne – odpowiedział – choć Rose.
Pożegnałam się z panią Weasley, chłopcami i przytuliłam Ginny. Złapałam pana Artura za rękę, a drugą machałam do Weasley’ów.
To naprawdę wspaniała rodzina. Nagle oni wszyscy i Nora zniknęli mi z oczu…

_______________________

Co uważacie ? ;3
Komentujcie, co fajnie, co nie ;)

wtorek, 2 kwietnia 2013

Rozdział 2 ♥


Obudził mnie przeraźliwy huk, zerwałam się na równe nogi.
- Co to mogło być ? – pomyślałam, a moja bujna wyobraźnia od razu zaczęła wymyślać mroczne scenariusze – Morderstwo ? - „Oby ojczym” dodałam w podświadomości. - Meteoryt ? Włamanie ? Bomba ?
Zbiegłam na dół, gdzie zastałam mojego kota, Zgredka, który przewrócił komodę z… WSZYSTKIMI TALERZAMI !
- Będę miała przesrane…- myślałam - znając moja rodzinę to będzie moja wina… A właśnie, gdzie oni są ? – dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nikogo prócz mnie nie ma w domu.
Rozejrzałam się, obeszłam cały dom, nigdzie ich nie było. Może i to lepiej, bo miałam czas aby posprzątać, zobaczyć co zostało z naczyń, oraz obmyślić co powiedzieć po ich powrocie. Mieli oni bzika na punkcie tych talerzy. Oni ogólnie mieli bzika. Podeszłam do komody i spróbowałam ją podnieść, wszędzie leżało pełno drobinek szkła i porcelany.
- AŁĆ !!! – krzyknęłam na głos, kiedy kawałek wbił mi się w dłoń, wyciągnęłam go i poszłam do apteczki po plasterek.
Kiedy przechodziłam koło lodówki moją uwagę przyciągnęła wisząca na niej karteczka. Podeszłam, odczepiłam ją i zaczęłam czytać:


Różo, razem z matką i Twoim rodzeństwem
Pojechaliśmy na odebranie nagród, za
wysokie wyniki w nauce Roberta i Michaliny.
Odbywa się ono w Wrzodomyjkach, a jest to daleko,
powinniśmy powrócić ok. północy.
Mamy nadzieję, że sobie poradzisz, odrób lekcje,
ponieważ jutro do szkoły, przypominam, weekend
się kończy, dziś niedziela.
Spać możesz iść NAJPÓŹNIEJ o 21:15.
Proszę, nie zepsuj niczego.
Na obiad zjedz szpinak, który znajduje się w lodówce.

Podpisano:
Ojczym z Matką


Roześmiałam się. Nadal śmieszyła mnie nazwa szkoły „Wrzodomyjki”. Starałam się tego nie okazywać przed rodziną, bo gdy roześmiałam się słysząc ta nazwę pierwszy raz, dostałam szlaban. Odłożyłam kartkę na blat i sięgnęłam do szafki po plasterek. Oczywiście przy tym wysypałam je wszystkie na podłogę. Jak już wspominałam, byłam straszną niezdarą. Pozbierałam je i powróciłam do podnoszenia komody. Pokaleczyłam się jeszcze trochę, ale udało mi się ją podnieść. Była okropnie ciężka, nadal nie rozumiem jak udało się ja przewrócić kotu. Otworzyłam szafkę. Załamałam się. Ostało się tylko kilka talerzy. Widząc to przypomniały mi się słowa napisane przez ojczyma „Proszę, nie zepsuj niczego.”
- Mam przerąbane – westchnęłam
Poszłam po zmiotkę i zgarnęłam z podłogi pozostałości po talerzach. Gdy uznałam, że jest czysto, pobiegłam na górę do mojego pokoju. Włączyłam muzykę i usiadłam do lekcji. Zaglądnęłam do zeszytu z matematyki, do zrobienia miałam aż dwa tematy z liczb wymiernych. Westchnęłam. Ostatnio dawali nam dość dużo do domu, ponieważ w tym roku mieliśmy testy szóstoklasisty.
- Głupia mugolska szkoła ! – pomyślałam – Ciekawe jak wyglądają sprawdziany i lekcje w Wrzodomyjkach…
Prawda była taka, ze mimo to, że do szkoły tej chodziły takie przydupasy jak moje rodzeństwo, w podświadomości marzyłam, aby się tam dostać. Chociażby tam… Tak naprawdę to Hogwart marzył mi się od zawsze. Gdybym dostała list z Wrzodomyjków… to może mogłabym się przenieść do Hogwartu, ale list powinien dojść już w czerwcu, a był początek września. Nie miałam szans, aby dostać list… musiałam się pogodzić z tym, że byłam charłakiem.
Nagle usłyszałam pukanie.
- Kot pewnie – pomyślałam i wróciłam do odrabiania lekcji.
Znów coś zaczęło pukać. Zeszłam na dół. Nie był to na pewno kot. Spał on na swoim legowisku. Zaczęłam rozglądać się za źródłem hałasu. Znów pukanie. Dochodziło ono od drzwi. Otworzyłam je. Stał z nimi żółw.
- Dobry – powiedział gburowatym głosem, a ja wrzasnęłam – List przyniosłem prze pani.
- Od kiedy to żółwie mówią ? – powiedziałam na głos moje myśli.
- A od wtedy od kiedy roznoszą pocztę z Wrzodomyjków. Tak, to ta polska szkoła. Sorry, możliwe, że list spóźnił się trochę, ale po drodze tir z Biedronki przejechał mi po nodze – machnął głową na zmasakrowaną nogę – ale spóźnienia to standard od kiedy Poczta Polska wzięła sprawy w swoje ręce. Zamiast gołębi, listy donoszą żółwie. Trafiłaś na mnie a ja, uwierz nie jestem dobrym pracownikiem.
- Czyli wszystkie listy się spóźniły ? - spytałam
- Tak, o jakiś miesiąc, a Twój o trzy, nie ma za co.
- Ale… to list do mnie ?
- Jesteś Róża… ?
- Tak, to ja
- No to do ciebie, no chyba, że nie umiem czytać.
- Co jest całkiem prawdopodobne – mruknęłam pod nosem.
- Słucham ? – warknął żółw
- Nic, mówiłam tylko, że dziękuję i do widzenia – odpowiedziałam oschle, szczerze mówiąc żółw ten nie przypadł mi do gustu.
Żółw mruknął coś o tej dzisiejszej młodzieży i odszedł. Zamknęłam drzwi i z listem w ręku poszłam do swojego pokoju.
- A więc jest szansa, ze nie jestem charłakiem – pomyślałam – Albo w tym liście na piszą, ze jednak nim jestem ?
Z drżącymi rękami otworzyłam brudną, zapieczętowaną kopertę. Dobrze znałam tą pieczęć, taka sama widniała na listach mojego kochanego rodzeństwa, o zgniło zielonym kolorze i niewyraźnym zamkiem, choć może to nie był zamek ?
W kopercie był list. Wyjęłam go i otworzyłam. Było napisane, albo raczej nabazgrane kilka zdań:



Droga Różo !
Zostałaś przyjęta do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Wrzodomyjki w Polsce.
Jest to duże wyróżnienie. Z tego co wiemy jesteś czystej krwi, wiec wiesz co masz kupić i w ogóle. Oczekujemy Ciebie 1 września w naszej szkole. Wiesz gdzie to jest.
Pozdro !
Podpisano:
Dyrektor Wrzodomyjków, Gertruda Płaszczka

Ucieszyłam się, widocznie nie jestem charłakiem…

_________________________
No i jest kolejny :D
Jak przeczytaliście, to zostawcie komentarz ;3


poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Rozdział 1 ♥


 
     -Róża, możesz ściszyć tą muzykę ?! –słowa te wyrwały mnie brutalnie ze snu, faktycznie, muzyka grała okropnie głośno. Zasnęłam i niechcący nacisnęłam przycisk, który pogłaśnia mojego laptopa.
-Przepraszam, przysnęłam- wrzasnęłam i ściszyłam muzykę.
Nienawidziłam swojego imienia, Róża !? No błagam. Zdecydowanie bardziej lubiłam gdy mówiło się do mnie Rose… Po angielsku ogólnie wszystko ładniej brzmi, ale moja rodzina uparła się, że będą mnie nazywali Różą…
       Ogólnie traktowana byłam dość surowo. Może dlatego, że byłam leniwa, przygłupia, niezdarna, niedokładna, w przeciwieństwie do mojego perfekcyjnego rodzeństwa, które wszystko robiło idealnie. Być może również dlatego, że jako jedyna nie dostałam listu z Polskiej Szkoły Magii i Czarodziejstwa „Wrzodomyjków”, do której uczęszczał każdy w mojej rodzinie chyba od… zawsze. No tak, zapomniałam wspomnieć, że pochodzę z rodziny czarodziei. Teraz wszyscy uważają, że jestem beznadziejna, ponieważ jestem… charłakiem, czyli osobą w rodzinie czarodziejów, która nim nie jest.
-Dzieci, kolacja - wrzasnął mój ojczym z dołu, o Boże jak ja go nienawidziłam !
Wstałam i powoli zeszłam na dół.
- No wreszcie jesteś - powiedział sztywno – wszyscy na ciebie czekali, Różo. Mogłabyś chociaż raz się nie spóźnić !?
- Przepraszam – odpowiedziałam równie sucho.
Wciąż nie rozumiem jak moja mama mogła zakochać się w takim sztywniaku ! Co prawda, od kiedy zaczęła się z nim spotykać stała się równie sztywna…
- Mamo, Róża wczoraj nie wyniosła śmieci, mimo to, ze była jej kolej ! – odezwał się mój starszy o rok brat, Robert. Choć mimo to, że starszy zachowywał się jak uparty, wkurzający 7 latek.
- Ojejku, machnij swoją różdżką i same się wyrzucą – powiedziałam i wywróciłam oczami.
- No tak, zapomniałem, bo ty przecież jesteś CHARŁAKIEM – ostatnie słowo powiedział bardzo wyraźnie, głośno i uśmiechnął się ironicznie.
- Tak, masz rację, ale wolę być charłakiem, niż wrednym, dziecinnym i głupim czarodziejem ! – odpowiedziałam dość głośno.
- DOSYĆ ! – wrzasnęła mama, w ogóle zapomniałam, że jest tu ktoś inny niż ja i mój brat – RÓŻA DO SWOJEGO POKOJU ! I ANI MI SIĘ WAŻ…
- A co z nim?! To on zaczął – odpowiedziałam wkurzona.
- NIE POWIEDZIAŁ CI NIC ZŁEGO, A TERAZ IDŹ DO SWOJEGO POKOJU, WEŹ ZE SOBĄ OBIAD I ANI MI SIĘ WAŻ WYCHODZIĆ !
- NIE MAM ZAMIARU Z NIEGO WYCHODZIĆ – krzyknęłam, wzięłam talerz z kawałkiem nadgryzionej Lazani i pobiegłam po schodach do pokoju.
Czemu są tacy niesprawiedliwi – myślałam – Co ja im takiego zrobiłam ? Dlaczego moja mama musiała poznać takiego chama i się w nim zakochać ? Dlaczego mam takie okropne rodzeństwo !?
Wbiegłam do pokoju, padłam na sofę, wzięłam mój pamiętnik i wylałam  wszystkie moje podłe myśli na papier. Często tak robiłam, nie miałam przyjaciół, nie miałam do kogo zadzwonić wiec żaliłam się mojemu pamiętnikowi. Tak, wiem, że to głupie… Ale po prostu jestem inna i według moich koleżanek z „Mugolskiej” (jak to mówią moi rodzice) szkoły, do której chodzę, nie jestem warta jakiejkolwiek uwagi. Nie ubieram się w błyszczące sukienki, tylko w rurki, top i sweter. Nie słucham Justina Biebera, One Direction i Seleny Gomez, tylko wykonawców, których najczęściej one nie znają. Taka już jestem… I nie zamierzam się zmieniać. Z kłębkiem myśli plączących mi się w głowie… zasnęłam…

Prolog

Hi ! ^^ Cóż... Szczerze mówiąc to nie mam pojęcia od czego zacząć. Ogólnie jeśli chodzi o wylewanie myśli na papier, to lepsza jestem w rysunku. ;D
Wiec czemu założyłam bloga, zapytasz ?
Czasami mnie coś najdzie i robię głupotę xD Taka już jestem, co odzwierciedli się troszkę w mojej bohaterce - Rose. Nie, nie będę opisywać siebie, aczkolwiek niektóre moje myśli wyjdą na jaw ;3
Lubię sobie czasem coś napisać, nie uważam, żeby było to mistrzostwo świata, choć nie jest źle xD. Przesłałam moje opowiadanko przyjaciółce, koleżance, stwierdziły, że fajne, wiec piszę ^^. 
Moim marzeniem jest pojechać do Londynu, Nowego Jorku, gdzieś daleko <3
Jeśli mam mówić prawdę, to wolałabym żyć w Anglii, Stanach, lecz los przeniósł mnie, a raczej, mama urodziła mnie w Polsce. ;P
Jak narazie to tyle o mnie, zapraszam do czytania i mam nadzieję, ze nie umrzecie z nudów czytając to...
Z góry przepraszam i radzę wziąć środki odurzające ;)