poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Rozdział 6 ♥


- Do Wrzodomyjków przejedziemy teleporterem – oznajmiła mama. – To najkrótsza trasa.
- Dobrze – odpowiedziałam. – Mamo, a jesteś pewna, że mnie przyjmą ?
- Przecież już cię przyjęli, a myślę, ze spóźnienie nie zrobi im większej różnicy.
Zaczęłam się zastanawiać, czy gdyby nie przyjęli mnie do Wrzodomyjków, to może mogłabym od razu zaczęć naukę w Hogwarcie. Z zamyślenia wyrwał mnie kot, który wgramolił mi się na kolana. Zaczęłam go głaskać. Po chwili zaczął mruczeć. Chciałam zacząć rozmawiać z mamą, ale nie mogłam wymyślić żadnego tematu. W końcu jadę do szkoły, tam będę mieszkała, tylko czasem przyjdę na weekend.
- Mamo... – zaczęłam licząc, że coś mi wpadnie do głowy. – Bo.. słuchaj no... opowiedz mi coś o tych Wrzodomyjkach – wymyśliłam na poczekaniu.
Mama uśmiechnęła się, jak zawsze na wspomnienie szkolnych lat.
- No więc... Jak wiesz lata, które spędziłam w Wrzodomyjkach, pamiętam do dziś, doskonale. Nauczycieli, wieczorne ogniska, znajomych, szlabany, zajęcia... Ach... To wszystko tak szybko minęło... – mama rozmarzyła się. –  No ale w każdym bądź razie... We Wrzodomyjkach nie jesteśmy dzieleni na domy, jak w Hogwarcie. Dla każdego rocznika uczniów jest jedno piętro, w którym śpią. Hmm... Są też trochę inne zajęcia niż w innych szkołach... Zaklęcia, też... Ta szkoła jest... oryginalna ! Zresztą sama zobaczysz...
- Aaa... Tata mi kiedyś opowiadał, ze to właśnie tam się poznaliście. To prawda ?
- Tak. On był o rok starszy. Podobał się wszystkim moim koleżankom. Zresztą mnie też... O patrz, zaraz będziemy !
Wyjrzałam przez okno. Byliśmy na jakiejś wiosce, przy wjeździe zobaczyłam tabliczkę „Koniec Świata”. Nagle spanikowałam. Mama jechała z wielką prędkością w jakiś stary, zaniedbany, niezamieszkany budynek.
- MAMO ! ZARAZ WJEDZIESZ W TEN DOM, CZY TEGO NIE WIDZISZ !?
Mama nie zatrzymała się, nic nie odpowiedziała, pędziła dalej. Nagle stał się coś, czego w ogóle się nie spodziewałam. Wjechałyśmy w mur, ja w gąbkę i znalazłyśmy się... Na jeszcze większym zadupiu. Sto metrów od nas stał budynek. O ile to w ogóle był budynek. Wyglądał jak grzyb, ogromny grzyb z małymi budynkami dołączonymi stalowymi rurami. Jestem przekonana, że gdyby nie magia, to wszystko rozpadłoby się. Było boisko, nie mam pojęcia do jakiej gry. Nie był to quidditch, na pewno nie. Byłam kiedyś z tatą na meczu. Na tym boisku nie było tych bramek, które wyglądają jak to coś czym się robi bańki mydlane. Było to boisko od baseballu, tylko jako bazy leżały talerze. Obok boiska stał kosz, z wieloma bananami, mopami i piłkami do koszykówki. To było dziwne miejsce.
- Mamo ? W jaką grę gra się na tym boisku ? – Spytałam.
- Emm... To ciężko wytłumaczyć, dowiesz się wkrótce.
W końcu mama zaparkowała pod szkołą. Wysiadłyśmy, wzięłyśmy walizki i powędrowałyśmy do ogromnych drzwi. Zapukałam w nie. Po chwili czekania otworzył nam jakiś starzec w samych majtkach i podkoszulku.
- Tak ? – spytał wyjątkowo poważnie i wyniośle jak na jego wygląd. – Czego sobie drogie panie życzą ?
- Ja jestem ucznie, ale mój list się spóźnił, dlatego jetem tak późno. – odpowiedziałam.
- Wpuszczę panie, ale proszę od razu skierować się do dyrektorki. Ona powie paniom co dalej.
Weszłyśmy i tak jak nakazał pan w majtkach skierowałyśmy się w stronę gabinetu dyrektorki.
- Dzień dobry – powiedziałyśmy jednocześnie, wchodząc
Za biurkiem siedziała przysadzista kobieta z krzaczastymi brwiami i patrząc po jej ubraniu z nie najlepszym gustem. Miała minę, jakby przed chwilą zjadła coś zgniłego, a na dodatek tak samo śmierdziała.
- Słucham ? – powiedziała niskim głosem
- Ja... Mój list się spóźnił i ja przyjechałam, żeby się tu uczyć. - powiedziałam
- Nazwisko ?
- Hummel.
Dyrektorka zaczęła przeszukiwać listę.
- No jesteś na liście. No dobra, no to poproszę któregoś z uczniów, żeby cię oprowadził po szkole – wzięła mikrofon i przyłożyła go do ust – Anna Robak proszona do gabinetu dyrektorki  - oznajmiła. – Zaraz przyjdzie. A pani – zwróciła się do mojej mamy – może już sobie iść. Do widzenia.
Mama uściskała mnie i pocałowała w czoło.
- Wkrótce się zobaczymy. Ucz się pilnie. – powiedziała ciepłym głosem i wyszła z gabinetu. Zostałam sama z śmierdzącą dyrektorką. Ona ignorowała mnie, co wcale mi nie przeszkadzało. Po chwili drzwi otworzyły się i weszła przez nie dziewczyna. Wysoka, blondynka z pełną tapetą na twarzy. Miała strasznie obcisłe krótkie, różowe spodenki nałożone na fioletowe rajstopy.
- Czyżby córka pani Józefiny ? – pomyślałam
- Wzywała pani – powiedziała. – Po co i co to ? – Rzuciła mi pogardliwe spojrzenie
- To jest panna Róża, jest nowa, jej list się spóźnił. Oprowadź ją po szkole. – odpowiedziała dyrektorka
- Muszę ?
- Tak. Do widzenia.
Razem, z lalunią wyszłam z gabinetu. Nie odzywałyśmy się do siebie ani słowem.
- No dobra. – odezwała się wreszcie Anka – Obie nie chcemy swojego towarzystwa, więc postaram się oprowadzić cię jak najszybciej. Tu masz hol. – było to okrągłe pomieszczenie u podstawy wielkiego „grzyba”. Na podłodze leżał zakurzony dywan. Na ścianach było coś namalowane, ale tak samo jak na pieczęci nie dało się określić co to było. Szłyśmy dalej doszłyśmy do jednej z rur. Anna wskoczyła do niej, wiec uznałam, z muszę zrobić tak samo. Poczułam jakbym leciała. Lewitowałam kierując się do wylotu. Jedyne co nie było w tym fajne to smród rdzy z rury.
W końcu wyleciałam. Znalazłam się w szklanym pomieszczeniu z wieloma rurami.
- Widzisz te tabliczki nad rurami? – spytała ta wredna – Na nich jest napisane do sali z jakimi zajęciami prowadzi wyznaczona rura.
Spoko - odpowiedziałam obojętnie. Anka wywróciła oczami i wskoczyła do rury, a ja za nią. Znalazłyśmy się z powrotem w holu, a następnie skierowałyśmy się w stronę drewnianej windy towarowej. Miałam wątpliwości co do bezpieczeństwa jazdy tym... czymś, ale aby nie wyjść na tchórza wsiadłam d niej i mocno złapałam się poręczy, lecz po chwili ją puściłam, bo była ona w pleśni. Nie mam pojęcia jaki cudem,
piszcząc okropnie winda dotarła na górę.
- Tą rurą się wlatuje do pokoju dla uczniów i sypialni – powiedziała stając obok niej – ominęłyśmy parę pięter, bo nie mam ochoty na twoje towarzystwo tam jest jadalnia i tak dalej, zobaczysz sobie kiedyś.
- Dziękuję za oprowadzenie – powiedziałam jak najbardziej sarkastycznym tonem i  ze sztucznym uśmiechem. Wskoczyłam do rury. Lot był krótki. Gdy wyskoczyłam ujrzałam Wielki pokój z palącym się niebieskim ogniskiem na środku. Na około niego były plastikowe krzesła. W kątach pokoi były stoliki z kilkoma krzesłami. Najwyraźniej do nauki, a całą jedna ścianę pokrywał obraz, z szczupłą kobietą o kruczoczarnych włosach i piwnych, inteligentnych oczach. Wydawało mi się, że kiedyś już ją widziałam. Jak znam życie, to było tylko wrażenie. Po chwili z rury wyskoczyła Anna przechodząc popchnęła mnie i pobiegła w stronę rozchichotanych plastików. Ja nie znając nikogo usiadłam na jednym z krzeseł stojących dookoła ogniska.
- Czemu te płomienie są niebieskie ? – spytałam siedzącego obok mnie chłopaka, próbując nawiązać znajomości.
- Ja po prostu jestem papugą – odpowiedział niewyraźnie.
Przepraszam... co ? – byłam rozbawiona jego odpowiedzią
- Jestem papugą, przestań mnie dręczyć, hejterze !
Teraz to już nie wytrzymałam, parsknęłam śmiechem. Nagle podeszła do nas dziewczyna o ciemno rudych włosach z wplecioną wstążką.
- Przepraszam za niego – powiedziała nieśmiało. – Dostał dziś zaklęciem alkoholowym. Stad jego zachowanie. – uśmiechnęła się serdecznie – Milena jestem.
- Rose – odpowiedziałam i odwzajemniłam uśmiech.
- Nowa ? Nie widziałam się tu wcześniej – powiedziała.
- Tak, dzisiaj jestem tu po raz pierwszy – mój list się strasznie spóźnił. – A ty na pierwszym roku ?
- Owszem.
- Nie gadaj Milka z tą hejterką ! – wtrącił się chłopak.
- Grzesiek, ona nie jest hejterką. – powiedziała - Chyba muszę coś z nim zrobić, miło było cię poznać, do zobaczenia – zwróciła się do mnie i uśmiechnęła się przepraszająco.
- Hej, nawzajem – odpowiedziałam.
Jeszcze raz rozejrzałam się po pokoju. W kącie przy jednym z biurek siedziała dziewczyna o blond włosach. Mimo wielu podręczników naokoło niej ona rozmarzona patrzyła się w okno. Nie wiem czemu. Ale patrząc na nią wiedziałam, że znajdę w niej bratnią duszę. Nie była ubrana dziwacznie jak Milena, ani na plastika, typu Anna. Miała na sobie zwyczajne obcisłe dżinsy i turkusowe trampki. Podeszłam do niej i usiadłam obok niej.
- Hejeczka – powitałam ją ze szczerym uśmiechem.
- Cześć, znamy się ? – powiedziała dopiero teraz zwracając na mnie uwagę i odwzajemniając uśmiech.
- Nie, jestem tu nowa, dopiero dziś tu przyjechałam, bo list mi się spóźnił. Rose, Rose Hummel jestem.
- Lily, Lily Anderson – powiedziała i wyszczerzyła się.- Skąd pochodzisz ?
- A, z takiego zadupia, a ty ?
- Z Warszawy. Szczerze mówiąc to nie zamierzałam zawierać w tej szkole żadnych znajomości...
- Czemu ?
- Bo niedługo przenoszę się, do Hogwartu, a wiem, ze rozstania są cholernie trudne – westchnęła
- Ale, może przeniesiemy się tam obie, bo ja marzę o Hogwarcie i bardzo chcę się tam przenieść.
- Naprawdę !?
- No... Raczej bym nie kłamała, nie ?
Przytuliłyśmy się. Nie sadziłam że uda mi się nawiązać tu jakiekolwiek znajomości, a czułam, ze ta znajomość wiele zmieni i będzie bardzo ważna w moim życiu. Cały wieczór spędziłam na rozmowie z Lily. Miałyśmy pełno tematów do rozmowy i podobne gusta. W końcu zrobiło się strasznie ciemno.
- Idę się umyć – oświadczyła Lily. – Też idziesz ?
Potaknęłam głową i wjechałyśmy piszczącą windą na pierwsze piętro, gdzie była sypialnia pierwszorocznych dziewczyn. Pokój ten wyglądał jak psychiatryk. Ściany były białe, podłogi również, tylko na łóżkach, które wyglądały jak szpitalne leżała kolorowa pierzyna. Moje bagaże leżały już na łóżku, które należało do mnie. Na moje nieszczęście było ono obok łóżka Anki. Westchnęłam i poszłam do łazienki. W długim korytarzu było około tuzina drzwi. Na każdych świeciła się lampka. Czerwona oznaczała zajętą, a zielona, wolną. Weszłam do jednej z wolnych kabin gdzie znajdowała się szafka na ubrania, prysznic i umywalka. Szybko umyłam się, wciągnęłam na siebie piżamę, oczywiście fiołkową, która obowiązywała w tej szkole. Wyszłam z kabiny. Wskoczyłam do mojego szpitalnego łóżka, po chwili czytania książki, zasnęłam.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Co sądzicie ? Piszcie :D

6 komentarzy:

  1. Super, super, super, super i jeszcze raz super ♥ Tak, powtórzę to jeszcze raz: SUPER! ^^ Uwielbiam Twojego bloga, bo jest taki... inny ;> Nie wiem jak to nazwać xD W każdym razie, rozdział świetny (z resztą, tak samo jak pozostałe ;)) i nie mogę się doczekać co będzie dalej. Pozdrawiam, Nox ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki♥ To miłe słyszeć, że się podoba i że ktoś to wgl czyta XD

      Usuń
  2. Jeeeej ♥ Jestem sobie tam ^^ A tak ogólnie to TOTALLY AWESOME jak zawsze ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny rozdział czekam na następny :3

    OdpowiedzUsuń