środa, 3 kwietnia 2013

Rozdział 3 ♥



     Było to cudowne uczucie wreszcie poczułam się… doceniona ? Normalna ? Nie wiedziałam jak to określić. W każdym bądź razie szczerzyłam się jak głupia do mojej komody. Teraz mogłam pomyśleć nad Hogwartem, skończyć z matmą, polskim, przyrodą i zacząć się uczyć czegoś bardziej… ciekawego. A nawet gdyby mama nie zgodziła się na Hogwart, to Wrzodomyjki muszą być lepsze niż mugolska szkoła. Nie mogąc w to wszystko uwierzyć jeszcze raz przeczytałam list i nagle moja radość prysła. „Oczekujemy Ciebie 1 września w naszej szkole” przecież był już 18 września ! Może jest już za późno ? To bardzo prawdopodobne. Mogli uznać, ze nie chce się uczyć w tej szkole. Zerknęłam na zegarek, była 14:00. Nagle zrobiłam się strasznie głodna. Zbiegłam na dół. Otworzyłam lodówkę. „Na obiad zjedz szpinak” 
- Jasne, ojczymku – pomyślałam – czy widziałeś mnie kiedyś jedzącą szpinak ?
Wyjęłam rzekome jadalne glony z lodówki i wysypałam w krzaki za oknem. Opakowanie wyrzuciłam. Wzięłam kieszonkowe, klucze i wyszłam z domu do sklepu, a by kupić sobie coś na obiad. Od domu do sklepu dzieliło mnie kilka kilometrów, ponieważ mieszkałam na strasznym zadupiu. Idąc pod nosem nuciłam sobie fragmenty moich ulubionych piosenek. W pół godziny doszłam do sklepu, a raczej sklepiku. Lubiłam do niego chodzić. Obsługiwała w nim bardzo miła, pulchna kobieta o rudych włosach. Na imię miała Molly.
- Dzień Dobry – powiedziałam wesoło wchodząc do sklepu
Zawsze gawędziłam z panią Molly. Była na prawdę przecudna kobietą. Zazdrościłam jej dzieciom, ze maja taką matkę jak ona, a miała ich z tego co mówiła aż siedem.
- Och, witam cię kochana ! – odpowiedziała równie serdecznie – Co byś chciała ?
- Coś na obiad, smacznego i… żeby nie był to szpinak
- Och, oczywiście złotko… A skoro nie masz co jeść na obiad, to może chciałabyś wpaść do nas ? Ja właśnie kończę pracę.
- Z wielką chęcią ! – odpowiedziałam z entuzjazmem, zawsze chciałam poznać jej rodzinę, opowiadała mi o niej tyle.
- Na prawdę ? Chciałabyś ? – powiedziała uradowana
- A co ? To dziwne ? – zapytałam, trochę rozbawiona jej reakcją
- No wiesz… nie należymy do najbogatszych czarodziei…
 Pani Weasley wiedziała, że jestem magicznej rodziny, ona również z takiej pochodziła, tylko nasza rodzina nie miała problemu z pieniędzmi. 
- A co to ma do rzeczy pani Weasley, przyjdę do was z największą przyjemnością ! - odpowiedziałam
Pani Molly uśmiechnęła się szeroko.
- To poczekaj chwileńkę kochaniutka, wezmę te mugolskie pieniądze, pójdziesz jeszcze ze mną do Gringota , dobrze ?
- Do Gringota… czyli tego Banku Czarodziei na… Pokątnej, tak ? - spytałam
- Tak, tak, okej, możemy już wychodzić. Teleportowałaś się kiedyś ?
- Nie…A miałam ?
- Nie… nie chodziło mi o to. To ja się teleportuję, ty złapiesz mnie za rękę, dzięki temu polecimy razem, ale wiesz… ten pierwszy raz nie jest za przyjemny.
- Och, dobrze.
Złapałam rękę pani Weasley i po chwili byłyśmy już przed Dziurawym Kotłem, przez który wejść można na Ulicę Pokątną, gdzie znajdował się Bank Gringota. Było mi strasznie niedobrze.
-I jak wrażenia ? – spytała pani Molly – może usiądziesz sobie tutaj na ławce, ja tylko polecę do Gringota i wrócę.
Był to cudowny pomysł, bo nie wiedziałam, czy dotarłabym do Gringota nie wymiotując. Wszystko w brzuchu mi się wierciło.
- Oczywiście – odpowiedziałam
Po kilku minutach Pani Weasley była z powrotem z woreczkiem, w  którym pobrzękiwały monety.
- No to teraz do Nory – powiedziała zdyszana.
Nie miałam pojęcia o czym mówi, ale uznałam, ze niedługo się dowiem.
- Dziś poznasz niektórych z mojej rodziny, bo tak się złożyło, ze przyjechali na ten weekend z Hogwartu. Aaa ! Właśnie zapomniałam spytać dostałaś w końcu ten list z Wrzodomyjków ?
- A nie mówiłam pani ? – zapytałam – Dziś przyniósł mi go żółw… Mam nadzieję, że…
- Żółw ?! – przerwała mi pani Molly – Przecież podobno pocztę roznoszą tam gołębie !
- Tak, ale Poczta Polska wzięła to w swoje ręce – westchnęłam
- To wszystko wyjaśnia – powiedziała i uśmiechnęła się szeroko i złapała mnie za rękę.
Po kilku sekundach zobaczyłam przede mną ogromny, drewniany dom. Był cudny. Nigdy wcześniej nie wiedziałam tak ciekawie zbudowanego budynku. Od razu zaczęłam się zastawiać jak wygląda od środka.
Z domu wybiegła rudowłosa, szczupła dziewczynka i biegła w naszą stronę.
- Cześć, mamo ! – krzyknęła i rzuciła się pani Weasley na szyję.
- Nie było mnie tylko od rana, Ginny – powiedziała pani Molly i uśmiechnęła się do niej.
- A to… kto ? – powiedziała dziewczynka nazwana Ginny i spojrzała na mnie.
- Och, no tak zapomniałam ! To jest Róża, zostanie u nas na obiedzie.
- Tak, jestem Róża, ale wolę jak mówi się do mnie Rose – dodałam i uśmiechnęłam się serdecznie.
Ginny odwzajemniła uśmiech.
- Rose… - powiedziała – ładnie brzmi.
Wzięła mnie za rękę i pobiegła do domu, a mnie pociągnęła za sobą. Wyglądała na miłą. Gdy byłyśmy pod domem, przyjrzałam mu się z bliska. Robił jeszcze większe wrażenie. Ginny otworzyła drzwi.
- Mamy gościa – krzyknęła, a wszystkie oczy zwróciły się teraz na mnie.
Zarumieniłam się, patrzyło na mnie siedem osób. Wszyscy mieli rude włosy. Czułam się dziwnie, nie wiedziałam co powiedzieć, nie spodziewałam się tylu osób.
- Eee… Cześć – mruknęłam i uśmiechnęłam się – Jestem Rose, wasza mama zaprosiła mnie dziś do Was na obiad.
Pierwszy podszedł do mnie łysiejący mężczyzna w okularach.
- Artur Weasley, mąż Molly – powiedział – To nasze dzieci… Ginny już znasz, jest najmłodsza, ma 11 lat, tutaj Ron – wskazał na wysokiego piegowatego chłopca, który uśmiechnął się nieśmiało i pomachał do mnie ręką – ma lat 12… Tutaj Fred i George – tym razem pokazał mi bliźniaków, którzy uśmiechnęli się łobuzersko - są o 2 lata starsi niż Ron, a tutaj Percy – chłopiec w okularach pomachał do mnie bez większego entuzjazmu.
- Miło mi - powiedziałam – eee… no ja mam 12 lat i od tego roku zacznę chodzić do Wrzodomyjków…
Bliźniacy wybuchli śmiechem, nie mogłam wytrzymać, też to zrobiłam.
- Wrzodomyjki !? – krzyknął Fred (choć może był to George?) – to ta szkoła w Polsce, nie ? Słyszałem o niej, ale szczerze mówiąc to nie najlepsze rzeczy. Czy to prawda, ze pocztę tam donoszą żółwie !? – powiedział i znów zaczął się śmiać.
- Tak – powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko – To prawda, nie chcę tam chodzić, moim marzeniem jest Hogwart…
- To przenieś się – przerwał mi Ron i uśmiechnął się nieśmiało – tam jest naprawdę wspaniale, mam dwóch przyjaciół Harrego i Hermionę.
- Harry, to ten sławny, który pokonał Sama-Wiesz-Kogo, gdy był niemowlęciem – szepnęła mi na ucho Ginny i zarumieniła się.
- Naprawdę !? – powiedziałam trochę za głośno, co spowodowało, ze wszyscy się na mnie popatrzyli.
Słyszałam o Harrym, na nazwisko miał… Potter, chyba. Moja rodzina mówiła mi o nim.
- Co naprawdę ? – powiedział George (chyba on).
- Yyy… ja no ten…
- OBIAD ! – przerwał mi krzyk pani Weasley.
Zasiadłam do stołu, a pani zaczęła kłaść potrawy. Chyba jeszcze nigdy nie czułam tak cudownego zapachu. W domu nigdy nie miałam tak pięknie pachnących i wyglądających potraw.
- Pani Weasley, jak to cudownie pachnie – wyraziłam swoje myśli na głos.
- Dziękuję, kochana. Jak chcesz, to możesz częściej do nas wpadać. – odpowiedziała z uśmiechem.
- Fajnie by było – powiedziała nieśmiało Ginny, a inny potwierdzili to kiwnięciami głową, tylko Percy przewrócił oczami, wiedziałam, że go nie polubię.
Gdy wszyscy zasiedli do stołu, łapczywie rzuciłam się na jedzenie. Nie mogłam się powstrzymać. Te piękne zapachy jeszcze bardziej przypomniały jaka jestem głodna. Przy okazji przewróciłam szklankę z sokiem dyniowym.
- Przepraszam – powiedziałam, nieco zakłopotana – jestem straszna niezdarą, posprzątam to.
- Nic nie szkodzi, ja posprzątam - powiedział pan Weasley, machnął różdżką, co spowodowało, ze plama zniknęła, a pusta szklanka znów napełniła się sokiem.
- Dziękuję
Obiad minął w przemiłej atmosferze, bliźniacy opowiadali kawały i śmieszne historie, a wszyscy się z nich zaśmiewaliśmy. Wydawałoby się, że minęła chwila, a za oknami zrobiło się ciemno. Gdy to zobaczyłam zerwałam się na nogi.
-Która godzina ? – spytałam.
A co, musisz już iść ? – spytał Percy, a ja wyczułam nutkę nadziei w jego głosie. Nie przeszkadzało mi to, też go nie lubiłam. Zignorowałam go.
- 23:00 – powiedział Ron
- Ojejku – krzyknęłam – A jak rodzice wrócili wcześniej ? Zabiją mnie – wyraziłam na głos swe myśli.
- My cię zawieziemy samochodem – powiedzieli w tym samym czasie Fred i George i uśmiechnęli się szeroko.
- O nie, nikt niepełnoletni nie będzie mi latał latającym cholerstwem ! A Rose zależy na czasie – krzyknęła pani Molly – Arturze, teleportujesz się z nią ?
- O tak, jasne – odpowiedział – choć Rose.
Pożegnałam się z panią Weasley, chłopcami i przytuliłam Ginny. Złapałam pana Artura za rękę, a drugą machałam do Weasley’ów.
To naprawdę wspaniała rodzina. Nagle oni wszyscy i Nora zniknęli mi z oczu…

_______________________

Co uważacie ? ;3
Komentujcie, co fajnie, co nie ;)

8 komentarzy:

  1. Fajne jest... Dobrze że zmieniłaś na tą teleportację. Teraz nie mam się d czego przyczepić :D A lubię się czepiać :<

    OdpowiedzUsuń
  2. Buahahahahahhahahah :D Dzięki ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Opinia eksperta: superowatozaczepiaszczobombowo!
    :)
    Tworzymy nowe słowa!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawy blog :) Uważam, że świetnie piszesz ;) Jak chcesz, to wpadaj do mnie ;) http://draco-i-luna.blogspot.com/ Pozdrawiam, Nox ;>

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajny rozdział :) Nie ma co obiad u Weasleyów, dość daleko się teleportowaliście, z Polski do Anglii ;D Czekam na kolejny rozdział ;) Wiaterek

    OdpowiedzUsuń
  6. TEN ROZDZIAŁ JEST JAK DARREN...SUPERMEGAFOXYAWESOMEHOT ;3 Czekam na nówki ^^ Lamcia ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też cię kocham <3 Dziękuję ci "The coolest Lama in earth" <33

      Usuń